II Liceum Ogólnokształcące im. Ks. Jana Twardowskiego w Oleśnicy

II LO na wakacjach w Obwodzie Kaliningradzkim

Kaliningrad 2012W sierpniu bieżącego roku my, uczniowie II LO w Oleśnicy, mieliśmy szansę przeżyć niezapomnianą przygodę. Wraz z zaprzyjaźnionymi szkołami ponadgimnazjalnymi z Sobótki i Ełku wyruszyliśmy do Obwodu Kaliningradzkiego, aby wziąć udział w letnich młodzieżowych obozach organizowanych przez naszych partnerów szkolnych ze Wschodu. W części była to kontynuacja projektu historycznego z ubiegłego roku szkolnego „ Zanurzeni w starej Baśni”

Nasza czwórka pod przywództwem nauczycielki historii pani Wojtczak z wielką niecierpliwością oczekiwała tego wyjazdu. Wizyta przerosła jednak nasze najśmielsze oczekiwania. | camera


Pierwszy tydzień spędziliśmy zaledwie kilka km od granicy z Polską - w Bałdzie. Jest to miejsce w sam raz nadające się do organizacji obozu o charakterze historycznym. Zamieszaliśmy w sercu dzikiej głuszy (15 km od cywilizacji) nad samym morzem, nieopodal ruin krzyżackiego zamku. Obóz liczył ok. 40 uczestników w wieku 15 -19 lat. Otwartość młodzieży z Rosji sprawiła, że szybko zadzierzgnęliśmy więzi przyjaźni. Pomogły nam one w pokonywaniu różnic kulturowych w podejściu do wielu spraw. Dyscyplina panująca na obozie szczerze nas zdumiała. Wczesna i gwałtowna pobudka, obowiązkowe ćwiczenia gimnastyczne i kilkukilometrowa przebieżka nad morzem przed śniadaniem nie każdemu przypadły by do gustu w Polsce, tam jednak wszystkie te czynności były nieodłącznym elementem lokalnych obyczajów. Rosyjska młodzież traktowała te zajęcia jak naturalną powinność każdego młodego człowieka, więc i my postanowiliśmy nie być gorsi. Z resztą szybko okazało się, ze kondycja fizyczna jest konieczna aby wziąć udział w wielu, ekstremalnych z naszego punktu widzenia, zabawach o charakterze sportowym. Biegi błotne, nocne wyprawy łupieżcze, szalone kąpiele w morzu, walki na miecze i strzelanie z łuku wszystko to sprawiało, że ten tydzień mogliśmy uznać za udany. Oczywiście były też spokojniejsze zajęcia. Szyliśmy średniowieczne ubranka, robiliśmy średniowieczną biżuterię, mogliśmy nawet wprawiać się w umiejętności dojenia kóz.

Niemniej jednak to nie średniowieczna stylizacja naszego obozu sprawiła, że Bałgi nie zapomnimy do końca życia. Przyczyniły się do tego pamiątki II wojny, które spotykaliśmy na każdym kroku. Okazało się, że Bałga była ostatnim punktem oporu żołnierzy niemieckich w 1944 roku. Wycofujących się pod naporem Armii Czerwonej. Toczyły się więc w tym miejscu bardzo zacięte boje. Ich ślady można spotkać po dziś dzień. Z każdej przechadzki nam morzem wracaliśmy obładowani "wojennymi łupami".Wyrzucone na brzeg spłonki, pociski artyleryjskie, fragmenty dział, przeżarte rdzą hełmy były dla nas niewyczerpanym źródłem spotkań z historią najnowszą. Szkoda tylko ze nasze kolekcjonerskie pasje musiały ustąpić przed twardym prawem celnym – czyli wszystko zostało na miejscu. Na pocieszenie wywieźliśmy z Rosji sporo bursztynu, którego zbieranie na dzikich plażach szybko stało się naszą kolejna rozrywką.

Bogaty we wrażenia tydzień szybko minął i 7 sierpnia pożegnaliśmy naszych nowych przyjaciół aby ruszyć na dalsza część rosyjskiej przygody. Naszym celem był pionierski obóz o nazwie „Baltickij Artek”. Wybraliśmy się do miejscowości Primorie zupełnie nieświadomi co w Rosji oznacza obóz pionierski, czyli łagier. Miejscowość Primorie, też leżąca nad samym brzegiem morza ,była jeszcze bardziej urokliwa niż Bałga. Tak nam się przynajmniej wydawało, kiedy widzieliśmy ją z okien autobusu wiozącego nas do obozu. Snuliśmy więc plany wielogodzinnych spacerów nad morzem i kolejnych konkursów w zbieraniu bursztynów. A tymczasem... okazało się, że dyscyplina obozowa, która nas zadziwiała w Bałdze była niczym, w porównaniu z tym, co czekało nas „Bałarteku”. Może było to efektem konieczności zapanowania nad przeszło 400 uczestnikami obozu? Kto wie. W każdym bądź razie dano nam pionierskie koszulki, chusty i identyfikatory i poddano pod bezwzględną władzę instruktorów. Nawet nasza pani stała się szeregowym uczestnikiem i nic nie mogła dla nas zrobić. Co oznaczała bezwzględna władza - niemożność wyjścia z trenu obozu bez towarzystwa instruktora, ba nawet ograniczoną możliwość poruszania się po obozie - na posiłki tylko z instruktorem w zwartym szyku i z pieśnią na ustach. A spróbowalibyście spóźnić się na zajęcia! Jakie kary!!! – „ dziurka” w identyfikatorze, niby nic, ale trzy takie i karne usunięcie z obozu (zdarzyło się kilka takich, publicznie napiętnowanych ). I znowu okazało się, że taki sposób spędzania wakacji dziwi tylko nas, Polaków. Młodzież, która przybyła z różnych części Rosji i byłych republik ZSRR, traktowała obozowy dryl jak naturalną kolej rzeczy. Trzeba przyznać, że swoja karnością wzbudziła nasz podziw. Mimo ograniczenia „swobody” nie nudziliśmy się w nowym miejscu, przede wszystkim pasjonowało nas przyglądanie się rzeczywistości obozowej. Zajęcia organizowane były na wysokim poziomie, można było uczestniczyć w przeróżnych programach od dizajnu, przez fotografię, marketing po turystykę i warsztaty teatralne. Na zajęcie zapraszano wybitnych specjalistów z Obwodu Kaliningradzkiego i z głębi Rosji. O prestiżu naszego obozu świadczył „telemost” z premierem Miedwiediewem, który poświecił godzinę na rozmowę z pionierami. Po południu zaś oferowano nam rozrywki sportowe, grę w paintball, koncerty i dyskoteki. Naszym niewątpliwym sukcesem stal się wieczór przedsiębiorczości, w którym każdy z uczestników musiał zaoferować na sprzedaż własne talenty, aby zarobić jak najwięcej obozowej waluty, którą później mógł wykorzystać w licytacji. My wystąpiliśmy grupą i … zarobiliśmy krocie, czym wzbudziliśmy szacunek naszej obozowej „komandy”. Jaki był nasz pomysł? Można powiedzieć, że średniowieczny, o szczegóły musicie zapytać Amandę.

Podsumowując i ten obóz przysporzył nam wiele radości i był dla nas kolejna lekcją kultury i mentalności naszego wschodniego sąsiada.

Oczywiście mieliśmy też możliwość, aby zapoznać się z najpiękniejszymi zakątkami Okręgu Kaliningradzkiego – zwiedziliśmy Kaliningrad, najsłynniejszy tamtejszy kurort Swietłogorsk, kąpaliśmy się na Mierzei Kurskiej.

Jesteśmy bardzo zadowoleni , ze mogliśmy pojechać do Obwodu Kaliningradzkiego i mamy nadzieję, ze jeszcze pojedziemy w tamtą stronę. Tym razem marzy się nam się Moskwa i Petersburg.

Dziękujemy, że nauczyciele II LO stworzyli nam możliwość przeżycia tak wspaniałego wyjazdu.

 

Wspominali: Amanda Mozol, Emil Cempel, Oskar Kolbert, Mateusz Ligus

Redakcja: Małgorzata Wojtczak


 
 
 
 
 
 
Najważniejsze bieżące projekty:   Współpracujemy między innymi z:   Hosting:  
erasmus1 ZSQUAD logo szkola z klasa 20
Podniesienie jakosci logo
 talenty
 
uniwersytet logo wroclaw PolitechnikaWroclawska Uniwersytet SWPS uniwersytet przyrodniczy wroclaw WyzszaSzkolaHumanistyczna   datanet aktualne  
inne    .  .  .  .   pozostali           Copyright© by II LO w Oleśnicy
.. . .  .  . . .   . . . . .