+48 71 314 22 22

    Striezelmarkt 2015


    Czy przerwany (zapewne brutalnie) sen, temperatura niemrawo drepcząca wokół piątej kreski na plusie, którą od żwawszych ruchów w wyższe regiony powstrzymuje bezczelnie hulający wiatr, to dobre zwiastuny jakiejkolwiek wyprawy, nie mówiąc już o wyprawie udanej? Owszem, bo choć wątpliwie przyjemne, są tylko niechcianym, aczkolwiek nieuniknionym dodatkiem do naszych tradycyjnie udanych, grudniowych wypadów na Striezelmarkt (kto chce sprawdzić, co to, niech kliknie na link :-).

    Bo czymże jest opadająca (z początku i… trochę potem) głowa, czym licha pogoda, kiedy człowiek, pierwszy raz w życiu, może zobaczyć, jak w białych rękawiczkach, na eleganckiej, drewnianej podłodze i w przestrzeni, której bliżej do nowoczesnego teatru, niż taśmy produkcyjnej, składa się 160 tysięcy euro na czterech kółkach? › camera

    Czymże ten wiatr, któremu nijak udaje się przegnać zastępy kuszących aromatów grzanego wina, goździków, cynamonu, palonej kawy (i bratwursta, doda pewnie, złośliwie, jeden z drugim), które dzielnie, pośród jarmarcznych bud, toczą boje o nasze powonienia i portfele? Czym nachalny chłód, który co chwilę, jak niepyszny, poczekać musi na zewnątrz przepastnych, gwarnych, nabrzmiałych towarem i cieszących się, dziwnie jakoś tak, niesłabnącą popularnością świątyń konsumpcji?

     Pozostają jeszcze, nie mniej ważne, zachowane wygodnie w elektronicznych pamięciach lustrzanek, doceniane często dopiero po powrocie do domu, obrazy jednego z najładniejszych miast, cieszącego na co dzień oczy naszych zachodnich sąsiadów (a nasze tylko od święta), które szukają się później w domowym zaciszu z informacjami o kochliwych królach, genialnych architektach i zdeterminowanych odkrywcach…

    Po raz kolejny kiepskie zwiastuny były jedynie niechcianym, aczkolwiek nieuniknionym dodatkiem do tradycyjnie udanego wypadu na Striezelmarkt (kto wciąż nie sprawdził, co to, niech kliknie na link :-).