Wycieczka do Włoch 2016
Wycieczka do Włoch 2016, czyli jak przebyć ponad 1000 kilometrów przez idylliczne krainy, rzeki i góry wysokie, wśród miłej atmosfery, ciesząc się pięknym widokiem.
W dniach od 25 do 30 maja Anno Domini 2016, uczniowie naszej szkoły – II Liceum Ogólnokształcącego w Oleśnicy wraz z opiekunami wyruszyli w podróż, aby poznać, doświadczyć i przekonać się, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki, bo choć dzisiaj już w Oleśnicy, to jeszcze kilka dni temu w wielkim świecie… › ![]()
Z naszego miasta wyruszyliśmy w godzinach porannych 25 maja, żegnani z czułością przez rodziców. Przejechaliśmy przez Czechy do Wiednia, który czekał już na nas wśród dźwięków Straussa, wraz ze swą cesarską estymą, błękitem Dunaju i gwarem miejskich uliczek. Krajobraz Wiednia mogliśmy podziwiać w całej okazałości z miejsca szczególnego dla historii nie tylko Polski, ale i całej Europy – Wzgórza Kahlenberg, z którego to król Jan III Sobieski dowodził zwycięską bitwą o Wiedeń.
Dalej rozpoczęliśmy zwiedzanie starówki, podziwiając zabytki takie jak: Ring, okazały XIX- wieczny bulwar, Pałac Hofburg, Ratusz, Parlament i pałac Epstein oraz charakterystyczny Plac i Katedra Św. Szczepana. Zachwyceni perłą architektoniczną, stolicą kultury Europy, udaliśmy się nocnym przejazdem do Włoch. Rano, wraz ze świtem obudziła nas panorama górska Alp. W końcu dotarliśmy do naszego miejsca zakwaterowania – malowniczej miejscowości Rosolina Mare, położonej w cieniu lasu piniowego. Dzień spędziliśmy rozkoszując się słońcem, plażą Morza Adriatyckiego, integrując się wspólnie i czerpiąc siły na dalsze wojaże.
Następnego dnia wyruszyliśmy do Rawenny. To tutaj mieszkał i tworzył Dante Alighieri, autor „Boskiej komedii”. Nawiedziliśmy jego grób mając w pamięci literaturę omawianą na lekcjach języka polskiego. Miejscowość ta znana jest również z mozaiki, która stała się tam motywem wszechobecnym. Mogliśmy podziwiać je w baptysterium Arian, bazylice Św. Franciszka i wielu innych miejscach. Warty uwagi jest również fakt, iż miasto to wybudowane zostało na podmokłym gruncie i niestety zapada się pod ziemię ze szkodą dla znajdujących się zabytków. W jednym z kościołów widzieliśmy w piwnicach pierwotny ołtarz zalany wodą, w którego basenie pływają karpie. Ot, taka ciekawostka. Dalej San Marino, najstarsza i najmniejsza republika świata. San Marino zachwyciło nas swoim położeniem na szczycie góry, średniowiecznymi obwałowaniami miejskimi z wyszczególnieniem twierdzy Guaita i bazyliki Św. Marino – patrona państewka. Zachwyceni filuterią tych dwóch miejscowości, powróciliśmy na kemping, gdzie po obiadokolacji odbyły się na plaży zajęcia językowe.
Dzień czwarty rozpoczęliśmy wycieczką do Padwy, w której zobaczyliśmy Uniwersytet, który ukończyli między innymi Jan Kochanowski, czy też Mikołaj Kopernik, Stare Miasto, Rynek i oczywiście, bezpretensjonalnie Bazylikę Św. Antoniego. Przekraczając próg świątyni mogliśmy oddać się chwili kontemplacji nad grobem świętego i przy relikwiach, niosąc nasze intencje, prośby do patrona od rzeczy zagubionych. Święty znany ze swego oddania na rzecz drugiego człowieka, wnikliwości w poznaniu Pisma Świętego i pracy kaznodziejskiej. W samej Padwie jest nazywany świętym bez imienia, ponieważ jeśli tylko powiemy słowo święty, wiadomo że mowa o Św. Antonim. W tym miejscu dało się wyczuć szczególnie mocno polskie akcenty. W mieście znajduje się plac Św. Maksymiliana Marii Kolbego, wśród figur na Starym Mieście można dostrzec dwóch polskich królów – Jana Sobieskiego i Stanisława Augusta. W kościele znajdują się relikwie Św. Jana Pawła II i Św. Faustyny Kowalskiej. Sam rynek w Padwie należy do największych w Europie, a największy w Polsce rynek w Krakowie, zmieścił by się w nim dziewięciokrotnie. Dalej przejeżdżając piękną trasą przez obszar Wzgórz Euganejskich, dotarliśmy do średniowiecznej wioski Arqua Petrarka, w której znajduje się dom i sarkofag słynnego włoskiego poety Francesco Petrarki. Tam też zakosztowaliśmy smaku słynnych włoskich lodów. Na koniec dnia wizyta w Chioggii, zwanej Małą Wenecją, czyli głównym porcie rybackim Laguny Weneckiej. Tam mieliśmy możliwość podziwiania najstarszego, działającego ( słowo to warte podkreślenia) do dnia dzisiejszego najstarszego zegaru miejskiego, umieszczonego w dzwonnicy kościoła Św. Andrzeja. Po powrocie na Rosapinetę, spróbowaliśmy prawdziwej włoskiej pizzy, pod żadnym pozorem z dodatkiem keczupu, czy innego sosu. We Włoszech, jest to bowiem obrazą dla kucharza. W ten ostatni wieczór, każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Część grona złożonego głównie z mężczyzn, delektowało się meczem piłkarskim Ligii Mistrzów, inni brali udział we wspólnych tańcach integracji między narodami Niemiec, Włoch i Polski poprzez wspólne gry, zabawy i taniec, który łączy bez względu na język. Pozostali żegnali się z morzem, a Ci co mniej cierpliwi, zabrali się powoli za pakowanie bagaży.
Ostatni dzień był kwintesencją, istną wisienką na torcie, lub śmietanką na kawie – Wenecja, miasto na wodzie. Położone na terenie 150 wysp, połączone z kontynentem tylko jednym węzłem transportowo-komunikacyjnym. Wpłynęliśmy do niej statkiem około południa i zatraciliśmy się w jej widoku. Tutaj Ponte Rialto, tam Most Westchnień, wreszcie Plac i Bazylika Św. Marka ze swym monumentalnym wnętrzem i grobem Św. Marka wraz z Pałacem Dożów, dziełem kilkunastu architektów utrzymanym w stylu gotyku weneckiego. Ktoś cicho westchnął: „ Jejku, jak się tu znalazłem?” To zdanie najlepiej odda nasz zachwyt nad tym miastem. Jego tajemniczością, symbolem maski, pływającymi gondolami i powiewającym sztandarem z wizerunkiem lwa Św. Marka. Spędziliśmy w tym mieście kochanków prawie dziewięć godzin, a i tak czuliśmy niedosyt. Jak to mówi mądrość ludowa: wszystko co piękne szybko się kończy. tak było i tym razem. W godzinach wieczornych wyjechaliśmy w drogę powrotną do Polski. W godzinach popołudniowych dnia następnego byliśmy już w Oleśnicy. Krótka refleksja, świat jest naprawdę mały.
Wycieczka mimo napiętego harmonogramu przysporzyła uczestnikom wiele przyjemności. Wzięło w niej udział 53 uczniów naszej szkoły wraz z absolwentami. Szczególne podziękowania należą się panu przewodnikowi Tomaszowi , panom kierowcom, pani Wandzie Chirowskiej, pani Dorocie Skowrońskiej, Pani Beacie Korolewskiej-Długosz, ale przede wszystkim pani Eleonorze Marmajewskiej, kierownikowi wycieczki, pod której czujnym okiem, ale i uśmiechniętą twarzą mogliśmy parafrazując Augusta Cezara: „Veni vidi vici- Przybyć, zobaczyć i zapamiętać na długo…
Cóż nam pozostaje? Snuć plany o przyszłorocznej wycieczce i podróży w nieznane.
Opracował:
Jakub Horbacz kl. 1a